GŁÓWNA O NAS WYDARZENIA KATECHEZY
ODNOWA W DUCHU ŚWIĘTYM MSZA O UZDROWIENIE ŚWIADECTWA SKRZYNKA INTENCJI
HARMONOGRAM SPOTKAŃ MODLITWA WSTAWIENNICZA FORMACJA MŁODZIEŻ
Katechezy PDF Drukuj Email

Kazanie wygłoszone przez ks. Krzysztofa w trakcie mszy św. z modlitwą o uzdrowienie 27.01.2012r.

I czytanie: 2 Sm 11,1-4a.5-10a.13-17.27c, Ewangelia: Mk 4,26-34

Zimno wam jest? Czyli kazanie ma być krótkie? Krótkie, 15 min. czy dłużej? To postaram się skrócić 5 min. :)  Jeśli trochę znacie osoby tutaj z naszego zespołu, to może zauważyliście, że dzisiaj nie ma Dawida. A dzisiaj właśnie poszukujemy Dawidów albo Dawida, bo jest historia o Dawidzie. Jest tu może jakiś Dawid wśród was, ktoś kto ma na imię Dawid? Nie, nie ma. Myślę, tak... Gdybyśmy pominęli to, jak ktoś z nas, dostał, ma na imię z chrztu, to tak myślę, że tam na pewno byłby jakiś Dawid, tam, tutaj na pewno nie jeden Dawid jest, na ambonie stoi Dawid. Chciałbym żebyśmy dzisiaj spróbowali patrząc na tę historię opisaną przez Biblię o Dawidzie, zobaczyć ile ja mam w swoim życiu z Dawida. To znaczy, z jego historii. I będę takie myśli wymieniał związane z historią Dawida. Chciałbym żebyście próbowali się z tym jakoś utożsamiać czy zauważam te elementy również w moim życiu. A potem wam powiem co z tym co zauważyliście. A może jeszcze inaczej... nie wysilajmy swojego intelektu, tylko pozwólmy żeby Duch Święty nam pokazywał, to Pan ma nam pokazywać. Popatrzmy więc na Dawida. Pan Bóg go wyszukał. Pan Bóg go powołał na króla. Pan Bóg dał mu wszystko, można by tak powiedzieć, czego dusza zapragnie. Po ludzku miał wszystko. Po Bożemu miał wszystko, był Bożym wybrańcem. Ja czasami spotykałem osoby, którym jakoś życie się wywróciło i nieraz mówiły tak... jaki człowiek był głupi, miałem, czy miałam wszystko, a człowiek tego zupełnie nie docenił i to stracił. Czasami bezpowrotnie, czasami udaje się pewne rzeczy odbudować w naszym życiu. I to jest pierwszy element. Dawid miał wszystko, ale jednak było mu mało. Jako król starotestamentalny miał wiele kobiet, wiele nałożnic, ale było mu jeszcze mało, chciał jeszcze jedną, która mu się bardzo spodobała. Czy nie stało się w twoim życiu kiedyś  tak, czy nie było takiego doświadczenia, po którym myślałeś, myślałaś, jaki byłem głupi, jaka byłam głupia, miałem wszystko, a jeszcze było mi mało, po co było mi to lub tamto? I stało się wtedy coś co nie było dobre? Jeśli kiedyś zdarzyło się wam tak myśleć, w jakiś fragmencie waszego życia, to dzisiaj Bóg zaprasza, byście z tym przed Nim stanęli. Dalej zobaczcie jak na przykładzie Dawida widać, jak zły działa w życiu człowieka. To że Dawidowi się spodobała kobieta, to to nic takiego, to jest naturalne, normalne. Ale z drugiej strony, to co postanowił, to znaczy, dowiedzieć się o niej co to za jedna, i potem sprowadzić ją do swojego pałacu, to już było grzechem, bo chciał zabrać żonę drugiego człowieka. I znowu spróbujcie popatrzeć w swoje własne życie. Czy czasami nie pozwalamy złemu duchowi na to, żeby jego działanie, żeby jego pokusy nie rozpowszechniły się czy nie zaczęły rządzić w naszym życiu. Z jednej strony, nieraz po ludzku chcemy coś co czynimy jest dobre, nie jest niczym złym w punkcie wyjścia, potem się okazuje, że żeśmy nieźle narozrabiali. Nie mieliśmy złych zamiarów, ale potem wyszło źle, wyszła jakaś krzywda dla mnie albo dla kogoś innego. I może mamy takie doświadczenie, a może ciągle się tak dzieje...chcę dobrze, a dzieje się źle. I dzisiaj Bóg zaprasza, abyśmy z takim doświadczeniem stanęli przed Nim. Dawid od samego początku nie chciał dobrze. Wiedział dlaczego Batszebę zaprasza do swojego pałacu. Współżył z nią i potem okazało się, że żona jego dowódcy jest z nim w ciąży, mówiąc takim naszym językiem. Może ktoś z nas jest Dawidem tak bardzo dosłownie. Może zdarzyło się nam zabrać czyjąś żonę albo zdarzyło nam się zabrać czyjegoś męża. Może zdarzyła nam się sytuacja zdrady małżeńskiej, tak jak to zdobił Dawid. I dzisiaj Bóg zaprasza nas, byśmy z tym doświadczeniem przed Nim stanęli. Dalej, kiedy Dawid najpierw doświadczył pokusy, spodobała mu się kobieta, postanowił ją mieć i potem przychodzą konsekwencje tego czynu.  Próbuje coś z tym wszystkim zrobić i postanawia wymyśleć w ten sposób... najpierw chce zwalić to wszystko na Uriasza, więc sprowadza go do pałacu, upija go i każe mu jechać do domu, żeby spał ze swoją żoną. I tak się wyrażę... żeby to dziecko poszło na jego konto. Ale Uriasz nie zgodził się na to i nocował w pałacu i nie spał ze swoją żona. Więc Dawid wtedy wymyśla zabójstwo w białych rękawiczkach. Każe postawić Uriasza na wojnie, tam gdzie wróg ma największe siły i potem każe go zostawić, żeby zginął. Podstęp, zdrada, obłuda, zaplanowana z zimną krwią. I może jest tak, że ktoś z nas w życiu właśnie się tak zachował. A może jest tak, że ktoś kiedyś nas tak potraktował, obłudnie, z zimną krwią wyrządził nam krzywdę taką albo inną. I dzisiaj z tym doświadczeniem mamy stanąć przed Bogiem. Dalej historia Dawida pokazuje nam również, można tak powiedzieć, taką lawinę grzechu, jak od niewinnego spojrzenia na kobietę, znaczy nie, nie niewinnego... od spojrzenia na kobietę, gdzie ono przestało być niewinne doszło do morderstwa. Najpierw Dawid pożądliwie patrzył, potem tą kobietę pożądał, potem z nią cudzołożył, potem kłamał, oszukiwał, kombinował, chciał oszukać, wszystko zamaskować, a potem postanowił w białych rękawiczkach zabić. Cała lawina grzechu, jeden grzech rodzi drugi. I może ktoś z nas ma takie doświadczenie w życiu, że starasz się, próbujesz dobrze żyć, ale przychodzi zawsze ten jeden moment, ta jedna chwila słabości, masz jakąś taką jedną swoją słabość. I kiedy się poddasz, ulegniesz, rodzi się cała lawina grzechów w twoim życiu, wszystko się sypie. Upadasz, potem wstajesz, znowu próbujesz... i od nowa to samo i leci lawina grzechów. I może właśnie Bóg zaprasza cię, by z tym wszystkim przed Nim stanąć. To co mamy jakiegoś Dawida? Są Dawidy tutaj? O, niektórzy nie chcą się przyznać, że podobne rzeczy się może przydarzają. W każdym bądź razie, chodzi o to, aby w tym Dawidzie zobaczyli siebie i byśmy dzisiaj przyjęli propozycję, którą nam składa Jezus. A Jezus nam składa propozycję, która zapisana jest w Ewangelii Św. Marka. Jezus chce dzisiaj nam zaproponować, to że ma zamiar zasiać w naszym sercu Swoje Królestwo. Te elementy Dawidowego życia, to są elementy królestwa w naszym życiu, ale nie Bożego. I dzisiaj Jezus mówi tak, „proponuję ci coś takiego, przyjdę do ciebie, uzdrowię twoje serce, twoją duszę, dotknę tych wszystkich spraw i zasieję w twoje serce Królestwo Boże. I to co dzisiaj dokonam dla ciebie i co chcę dokonać, nie musisz mieć tu jakiś wielkich odczuć i wielkich przeżyć. To będzie takie małe ziarenko, jak ziarenko gorczycy, zasadzę je dzisiaj w twoim sercu i ono powolutku -jeśli będziesz je pielęgnować- z dnia na dzień będzie rosło, rosło, rosło, rozrastało się w twoim życiu. I pewnego dnia odkryjesz, że w twoim życiu jest coraz mniej Dawida, a coraz więcej Jezusa, coraz więcej Królestwa Bożego. Czy będziesz spać, czy czuwać, czy w dzień czy w nocy, to ziarno Boże będzie rosło”. Ale jest jedna bardzo ważna rzecz w tym wszystkim, muszę tego chcieć, muszę na to Panu Bogu na to pozwolić. I właśnie dzisiaj o to będziemy się modlić, już się modlimy, żeby Jezus przyszedł do nas. Najpierw uwolniła nas od przeróżnych naszych zniewoleń, które nas trzymają, a potem, żeby dał nam Ducha Świętego i zasiał w nas Królestwo Boże. Jeśli komukolwiek z nas przydarzyło się być Dawidem, albo dosłownie i w całości, albo tylko w jakiś fragmentach naszego życia. To przede wszystkim czasami trudno jest sobie pewne rzeczy wybaczyć, ciągle powracamy do przeszłości. Bóg chce w nas to uleczyć. Czasami jest tak, mimo iż już grzechu nie popełniamy, trwają w nas skutki tego grzechu, rany jakie nam ten grzech zadał. I dzisiaj Bóg pragnie te rany uzdrawiać. Czasami jest tak, że my sami sobie nie umiemy przebaczyć, dlatego Jezus przyjdzie i nam przebaczy, abyśmy my już też na siebie patrzyli takimi oczami, jakimi On na nas patrzy. Bo co się stało dalej z Dawidem? Bóg posłał do niego proroka, prorok mu wszystko wytchnął i wtedy Dawid stanął przed Bogiem i zaczął go prosić o miłosierdzie i właśnie jemu przypisuje się z tego czasu psalm, który był dzisiaj śpiewany, Psalm 51. Jest to fragment Księgi Świętej Pisma Świętego napisany przez kogoś kto zabrał żonę drugiemu, kto był cudzołożnikiem i kto zabił męża tej kobiety, którą sobie wziął. My tym tekstem się modlimy – Psalm 51. I potem Bóg na nowo, można tak powiedzieć, stworzył Dawida. Dawid otrzymał Boże miłosierdzie i Boże przebaczenie i był wspaniałym królem izraelskim, i do dzisiaj jest wychwalany. I również Bóg chce tak przemieniać nasze życie, nie chce na nas patrzeć przez pryzmat naszego grzechu, ale chce patrzeć na nas przez pryzmat tego co On chce w nas dokonać, przez pryzmat swojej miłości. Czy Królestwo będzie w twoim i moim życiu kiedy wyjdziemy stąd? O tym ty i ja musimy zadecydować tu i teraz, pozwalając Jezusowi, aby do nas przeszedł lub zamykając przed Nim swoje serce.

Kazanie wygłoszone przez ks. Marka Bałwasa w trakcie mszy św. z modlitwą o uzdrowienie 30.12.2011r.

I czytanie: Syr 3,2-6.12-14,  II czytanie: Kol 3,15-16; Ewangelia: Łk 2,22-40

Ciekawy jestem, czy ktoś z tutaj obecnych słuchał w ubiegłą środę, czyli dwa dni temu katechezy, którą mówił Benedykt XVI? Może są takie osoby, a jak są to niech podniosą ręce. o, las rąk ;) A składa się, że ja słuchałem i wyobraźcie sobie, o czym Benedykt mówił? O rodzinie. Benedykt mówił o rodzinie. A ja, tak się składa miałem w tym Adwencie cztery sesje z rekolekcji i główną myślą tych rekolekcji, co było? Rodzina, dokładnie. Ci co byli w Kole na rekolekcjach w Parafii Świętego Krzyża, to wiedzą, że była gadka o rodzinie. I mówię, Benedykt głosił to co ja, czyli ja nie głoszę herezji, także jest dobrze, jestem na dobrej drodze. Kochani, jak rozwali nam szatan rodzinę, to jesteśmy ‘kaput’, jesteśmy pogrążeni. Te dwa czytania, które żeśmy dzisiaj słyszeli, tak pięknie przeczytane, powinny wisieć w naszych domach wypisane wielkimi literami, tak jak tutaj nad żłóbkiem wypisane cytaty, tak powinny wisieć te dwa fragmenty z księgi Syracydesa i z Listu Świętego Pawła Apostoła. Gdybyśmy tak żyli jak tutaj jest napisane, to nie byłoby żadnych problemów. Byłoby naprawdę wszystko super. Bo Pan wszystko mądrze uczynił, „Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził. Kto czci ojca uzyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził”. Tylko tutaj jest pewno dużo matek i ojców, tylko dzieci brakuje, bo dzieci mają już wolne od Pana Boga, one się już zwolniły. „Kto czci ojca radość będzie miał z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany, kto szanuje ojca długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu da wytchnienie swej matce... Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił”. Ja często mówię do młodzieży, odnośnie choroby alkoholowej, alkoholik to jest człowiek chory, mówię nie musisz mu się rzucać na szyję temu ojcu alkoholikowi, ale miej wyrozumiałość choćby rozum stracił. To właśnie ta choroba, jakby rozum stracił, to diabeł odbiera rozum w tej chorobie, bo nikt nie chce niszczyć swojego życia, a diabeł odbiera rozum. To dobiera bardzo często ludziom bardzo fajnym, dobrym, inteligentnym, pracowitym, zdolnym. I to odbiera rozum diabeł, a nie kto inny. Ja dzisiaj jeszcze parę słów o nim będę mówił, bo coraz bardziej mnie ładuje...ale to nic. To pierwsze czytanie. Drugie pokazuje chrześcijańskie zasady życia domowego, jak to jest, żyć w domu. „Obleczcie się jako wybrańcy Boży święci umiłowani w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie. Jeśli by ktoś miał zarzut przeciw drugiemu, jak Pan wybaczył wam”. Najpierw w domu, widzicie, musi być miłosierdzie, pierwsze, serdeczne miłosierdzie. Ale też musi być miłość i wybaczenie. Nie można być w kółko zagniewanym na ojca który pije, który cię powyzywał. Nie wolno byc zagniewanym na nieposłusznego syna, córkę. Trzeba wybaczać. I słuchajcie, to jest największa wygrana, gdy powiesz do tego kto cię skrzywdził, kto cię zranił, powiesz mu, ‘wybaczam ci i proszę cię o wybaczenie’! Ostatnio to jednej osobie to powiedziałam, powiedz, powiedz do swojej matki, ‘wybaczam ci i proszę cię o ...’, nie to nie było do matki, to było do szefowej. Szefowa ja tam zjechała w pracy. Ja mówię do niej słuchaj, twoja wygrana będzie jak pójdziesz do niej i powiesz jej, że ci wybaczam i proszę cię o wybaczenie. to jak usłyszała te słowa, to jej szczęka opadła. Cos dotknęło tę kobietę. Wybaczam ci i proszę cię o wybaczenie. Bo niesłusznie ja posądziła, powyzywała, ale gdy ta jej powiedziała, wybaczam i proszę o wybaczenie, no to dotarło. To są bardzo ważne słowa, bo dzisiaj wiele ludzi przez brak przebaczenia, zostaje przez szatana wprowadzonych w depresję, zniszczonych, bo wielu ludzi nie potrafi wybaczyć Bogu, drugiemu człowiekowi albo sobie samemu. I przez to szatan wpędza wielu ludzi w depresję. Ja już mówiłem, pewno się powtarzam. Naprawdę, wybaczajcie sobie nawzajem, nie żyjcie w złości, nienawiści, bo trzeba umieć przebaczyć. I na to wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy. Tylko Bóg daje pokój. Tylko ludzie, którzy żyją z Bogiem mają w sercu pokój i są zwiastunami pokoju i mogą mieć pokój, nawet tam gdzie panuje w domu wojna, ludzie którzy są blisko Jezusa mogą żyć w pokoju. I chociażby wszyscy na ciebie napadali, mówili, że jesteś wariatem, moherem, jakoś porąbało ci się w głowie. To wy macie pokój, bo Chrystus daje pokój. A szatan wprowadza chaos, nienawiść, złość, krzykliwość, pośpiech... to wszystko jest diabelska robota. A Chrystus daje pokój. Jeżeli macie w sercu miejsce dla Chrystusa, to macie w sercu pokój. I właśnie ten pokój Chrystusowy ma rządzić w was. Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem. Zobaczcie, gdybyśmy tylko brali Pismo do ręki i z tego Pisma czerpali to co tam jest, to wtedy byśmy byli gotowi, aby z wszelką mądrością nauczać i napominać samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne Ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. Tutaj zespól jest super, oni świetnie śpiewają. Ale każdy z nas ma śpiewać w domu. Powiedzą, że zwariowaliście, ale uwierzcie mi, szatan nienawidzi tych którzy śpiewają. Nienawidzi, to ja wam gwarantuje. Nienawidzi tych co śpiewają, a szczególnie pieśni pełnych Ducha. Nienawidzi muzyki religijnej. No, mnie to już bardzo nienawidzi, ostatnio mi to potwierdza. Nienawidzi takich rzeczy. Dlatego Pismo Święte do tego zachęca, „i wszystko cokolwiek czynicie słowem i czynem, wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego. Wszystko co czynicie czyńcie w imię Jezusa” Czyńcie sobie znak krzyża przed wszystkimi czynnościami co robicie. Pomyślą, żeście zdewociali. Niech sobie myślą, naprawdę w niczym wam to nie przeszkodzi. Mam robić jakieś ciężkie zadanie, stało się to w imię Jezusa, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego – przeżegnać się. Bo mamy czynić to wszystko w imię Pana Jezusa. Wszystko.

I tutaj też będzie się wiązała modlitwa rodzinna. Ja już ten przykład mówiłem dziesiątki razy, ale powtórzę, a co mi szkodzi, może do kogoś dotrze, może ktoś nie słyszał. Ten przykład opowiadał ksiądz  Pawlukiewicz, ja go mówiłem w Radiu Maryja, ale to jest jeszcze na czasie, bo kolęda jest. Było małżeństwo, po kolędzie, małżeństwo z 50-cioletnim stażem małżeńskim. Poszedł tam ks. Pawlukiewicz i po modlitwie, mąż mówi,- zapraszam księdza na kawę, żona poszła robić kawę. Starsze dostojne małżeństwo. No i mąż mówi, -Proszę księdza, ja to muszę księdzu powiedzieć, że moja żona, to jest ciągle najpiękniejsza żona na świecie. A ta żona z kuchni krzyczy,- ej stary, nie gadaj już księdzu tych głupot. A ten mąż mówi, -Proszę księdza, niech jej ksiądz nie słucha, bo to nie są głupoty, gdyby ksiądz twierdził inaczej, niech się ksiądz nie odzywa, bo się pokłócimy. -Nie, nie, mówi Pawlukiewicz, ja nie będę się z panem kłócił, mówi, ale to się chyba tak dobrze dobraliście charakterami? -O nie, proszę księdza, charaktery to mamy paskudne.- No, ale, to niech mi pan powie, to się chyba w ogóle nie kłócicie skoro tak dobrze ze sobą żyjecie, taką miłość między wami widać? A on mówi, - Nie proszę księdza, kłócimy się prawie codziennie. -Ale to jak to jest, niech mi pan powie? -Proszę księdza, widzi ksiądz ten krzyż u nas na ścianie? – No widzę. – Ten krzyż dostaliśmy od naszego przyjaciela w dzień ślubu i po ślubie żeśmy sobie przysięgli w domu, że będziemy się spotykali pod tym krzyżem codziennie, na jedno ‘Ojcze nasz’, na jedno ‘Zdrowaś Maryjo’, ale codziennie. Wiedzieliśmy, że mamy trudne charaktery i że sami sobie nie poradzimy. Wiedzieliśmy, że będzie nam potrzebna Boża pomoc i jeszcze żeśmy się umówili, że zwłaszcza jak się pokłócimy w ciągu dnia, to ten kto się przyznaje do winy, to wieczorem pierwszy przychodzi pod krzyż. I nawet żeśmy się pokłócili, wie ksiądz, niedawno o lustro. Kupiliśmy lustro, i ona się uparła, że chce lustro w pokoju, ja mówię, że w przedpokoju, ta się uparła ciężko, że chce w pokoju. Ja mówię, że w każdym normalnym domu jest w przedpokoju. I tak się pokłóciliśmy i przestaliśmy gadać. No to ja wieczorem lecę pod ten krzyż, wie ksiądz, nie zdążyłem pod nim jeszcze klęknąć, a ona była już koło mnie. I tak klęczymy pod tym krzyżem i w sercu tak słyszymy: dzieciaki, to tylko lustro. I wie ksiądz, tak żeśmy miękli przez 50 lat, na początku jeszcze z dzieciakami, a teraz sami i ten krzyż uratował nasze małżeństwo, bo nie jedna kłótnia doprowadziłaby nas do rozejścia, ale ta modlitwa codzienna jest naszą siłą.

I słuchajcie, robione były badania, gdzie wyszło w tych badaniach, że 99% małżeństw, które się rozpadły, to są małżeństwa, które się ze sobą nigdy nie modliły. 1% z tych małżeństw, które się rozpadły, to małżeństwa, które się modliły czasami. Ale małżeństwa, które są wierne codziennej małżeńskiej modlitwie rodzinnej, są nie do rozwalenia. Szatan nie ma dostępu do takiego małżeństwa. Jak ja to powiedziałem na antenie Radia Maryja, 2 tygodnie później pisze do mnie kobieta. Proszę księdza, dziękuję księdzu za to, że ksiądz jest, za to co ksiądz powiedział na antenie Radia Maryja. Bo ja mężatka z 5-cioletnim stażem małżeńskim dopiero się dowiedziałam co jest tak właściwie najważniejsze w życiu małżeńskim. Bo my, wie ksiądz, jeszcze z mężem, żeśmy się nigdy razem nie modlili. I ja po tej audycji zaproponowałam mężowi, żeby się z nami pomodlił. A on mówi, przecież to wystarczy jak ty się modlisz z naszym 3-letnim synkiem. A ja mu powiedziałam, nie, bo to ty jesteś głową rodziny i od ciebie zależy wiara w naszym domu. Wie ksiądz, uklęknął z nami, a nasz 3-letni synek, wtedy się pierwszy raz porządnie przeżegnał, nie były to jakieś wygłupy, jakieś fiku-myku, tylko pierwszy raz zrobił znak krzyża. I wie ksiądz co, jak on się na niego patrzył. I powiedziałam później do męża, widziałaś jak on się na ciebie patrzył? On jeszcze nigdy nie była tak dumny ze swojego taty, jak wtedy gdy widział, że ty się na niego patrzysz. I wie ksiądz co ten mój mąż zrobił na drugi dzień? Zanim ja przyszłam do nich na modlitwę, to on wziął tego naszego synka, uklęknęli razem i ten mój mąż patrzył się na niego, jak on się na niego patrzy. Wie ksiądz jak to pięknie wyglądało? Dziękuję księdzu, bo my sie modlimy dopiero 2 tygodnie, a ja już widzę jak się zmienia nasza miłość i nasze małżeństwo. Chce wam zaproponować kochani małżonkowie, jak tu jesteście. Może jeszcze żeście się od ślubu razem nie modlili, zróbcie to dzisiaj, uklęknijcie razem. Tu nie chodzi o długie pacierze, tylko na jedno ‘Ojcze nasz’, na jedno ‘Zdrowaś Maryjo’ i starczy. Naprawdę, zobaczycie jakich  świadkami cudów będziecie w waszym życiu. O tym samym mówił w środę Benedykt, mówił o modlitwie małżeńskiej, o modlitwie rodzinnej. Zachęcał do tego bardzo gorąco. A jeden z kardynałów watykańskich, trochę wcześniej mówił, że on z rozrzewnieniem wspomina swój dom, w którym było miejsce dla Boga. Nasze domy są dzisiaj piękne. Ja już dawno nie chodziłem po kolędzie, ale ks. Marek to widzi, chałupy takie, u la la, obrazy, salony. Ale świętego obrazka, to nie uświadczysz, gdzieś tak jakiś krzyżyk, maciupeńki, gdzieś tam dynda, ale to wszystko i to zaszedł kurzem. Miejsce dla Boga, uuuu, to jeszcze ołtarzyk, to jeszcze gdzieś tam u babuńki moherowej co Radio Maryja słucha, to jeszcze znajdziesz. Ona tam jeszcze ma figurkę Matki Bożej, ona tam jeszcze przyniesie kwiatki, ona tam się jeszcze u Pana Boga pochwali. Ale w normalnych domach, tych w cudzysłowie normalnych, miejsca dla Pana Boga ‘niet’, wysprzątane. Kiedyś... jak ja uwielbiam chodzić do skansenu, matko, jak jest w skansenie pięknie. Tam gdzie są domy, te stare, jak się tam wchodzi, to po prostu tam pachnie Bogiem. Tam wiszą same święte obrazy, tam nie ma nic innego. Tam nie ma żadnych bohomazów Picassa, albo innych głupich naćpanych, nie wiadomo jakich. Tylko Boże dzieła. Ja jak teraz mój pokój w Ciechocinku wypiękniał, już prawie rok czasu wisi, Matka Boska oryginalnych rozmiarów. Jak się do tego domu wchodzi, jak ja się budzę rano, patrzę mam Matkę Boską prawie przed oczami, to prawie jak w niebie. Rewelacja. Teraz już mam malarkę, która mi namaluje Jezusa Miłosiernego takich samych rozmiarów. Chcę mieć takiego wielkiego Pana Jezusa. To nie jest kościół, to jest jeden pokój. A co mi w tym pokoju więcej potrzeba? Boga mieć przed oczami, Matkę Bożą. To tak, to człowiek się czuje jak właśnie w tym domu w Nazarecie. Oni tam mieli Boga cały czas. Bóg był tam cały czas obecny, non stop, 24 godziny na dobę. A my, ile mamy tego Boga w domu? I się dziwimy, że tamta rodzina była szczęśliwa. No wcale nie jest dziwne, jak się ma Boga 24 godziny na dobę, to się jest szczęśliwym. A jak my Go mamy tylko na niedzielnej Mszy Świętej i gdzieś tam ukradkiem jakiś paciorek odmówiony. To trochę za mało, aby był szczęśliwy ten dom, szczęśliwa rodzina. A dzisiaj jeszcze słyszeliśmy w Ewangelii, jak przyniesiono Pana Jezusa do świątyni, co zrobił Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny. Prawy i pobożny – czy ty jesteś taki? To masz szanse zabrać stąd Jezusa. Bo Symeon Go wychwalał, ale ty też możesz go wychwalać od dzisiaj, wychwalać Boga w swoim sercu. Tak samo jak prorokini Anna, 84 lata i tylko 7 lat żyła z mężem, a potem non stopa w kościele. Ta to dopiero była nawiedzona, moherowa ;) Tyle lat w kościele i to dniem i nocą, non stop. I dopiero jak miała 84 lata, to zobaczyła naszego Zbawiciela, Mesjasza. A my możemy Go widzieć codziennie. Codziennie jest tu Msza Święta odprawiana. Codziennie można się spotykać z Jezusem. Ale gdzieby kto chodził codziennie do kościoła, proszę księdza, pogięło księdza. Raz w tygodniu nie ma czasu a co dopiero codziennie. Ale Jezus przychodzi i czeka. I zaprasza każdego. Nie wyrzuci. A tym bardziej teraz jak jesteście w stanie łaski, bo za chwilę czas łaski się skończy. Bo po świętach zaraz będzie koniec, 2 tygodnie jeszcze trochę, po sylwestrze już ‘kaput’

Kochani, teraz ja już mówiłem na rekolekcjach tu w Kole, tam w tamtej parafii. Naprawdę zaczął się wielki diabelski atak na Polskę. O tym mówił ksiądz Aleksander Posadzki, że szatan jak lew ryczący, w tej chwili krąży nad Polską, szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu. Wy tutaj obecni na tej Mszy Świętej mogą zaliczać się przynajmniej do tych, którzy chcą coś więcej od życia. Szukacie Jezusa. Przyjeżdżacie na te Msze z różnych miejsc. Ale przyjeżdżacie po to, bo może zależy wam bardziej na uzdrowieniu? Daj Boże ażeby to uzdrowienie było. Ale najpierw, żeby to było uzdrowienie twojego serca, twojej duszy. To jest najważniejsze. Nie ciało, ciało na nic ci się nie przyda, tylko duch się liczy, żebyś ty miał duszę z sobą i do nieba zdążał. To jest nasze zadanie księży, prowadzić ludzi do nieba, do Jezusa, i ostrzegać was przed szatanem. To dzisiaj chciałem zrobić, bo mam do czynienia z opętaną osobą i z dręczoną osobą. Różnica jest bardzo wielka. Bo ta opętana nie może zrobić nic, nie może się przeżegnać, nie może powiedzieć: ‘Jezus Maria’, nie może powiedzieć: ‘Jezus jest moim Panem’, nie może uklęknąć, nie może wejść do kościoła, nie może przeżegnać się wodą święconą... nic nie może. Bo nie pozwala jej na to szatan. A pisze takie smsy, że głowa jest mała, włosy się jeżą na głowie. Nie będę wam czytał, żeby nie straszyć, bo po co. Szatan mnie wyzywa, kilka razy powiedział, że mnie nienawidzi. ‘Nienawidzę cię klecho’ – kilka smsów takich mam. ‘Nienawidzę cię klecho’. A na facebooku napisał do mnie przez nią, napisał mi: ‘niczego się nie nauczyłeś, odjąłem ci nogi, a ty się nie ugiąłeś. Odjąłem ci nogi, a ty się nie ugiąłeś’. A ja się nie ugnę. I szatan to teraz słyszy, że się nie ugnę i ciągle będę mówił o Jezusie, o Jego miłości do każdego człowieka i o Jego wielkim miłosierdziu i o tym, że mamy się nawracać każdego dnia i za Nim kroczyć. Bo tylko Jezus nas zaprowadzi do nieba, nie szatan. Druga dziewczyna okazuje się, że szatan ją sprowadził, 9 lat miała, i wciągnął ją w pornografię i masturbację. I tak żyła 12 lat. Teraz ma 21 i zamanifestował się przez nią szatan. I mam  przynajmniej ze 30 smsów: ‘zabiję tą... zabiję ją. Nie uratujesz jej klecho’. Nie będę przeklinał, bo to są same przekleństwa. I ona mi się pyta, proszę księdza, co się ze mną dzieje? A ja mówię, to że otworzyłaś furtkę dla złego ducha i żyłaś z nim tyle czasu, a teraz on zobaczył już, że jesteś na tyle słaba, że może się manifestować. A ona mówi, proszę księdza, ale nie chcę. To ja mówię, ale jutro do spowiedzi. Ale ja się boję. To jak się boisz, to cię szatan zabije. I wysyłam jej, przekaż dalej, smsa: ‘zabiję cię...’ taki tytuł smsa. I ona mówi, to ja proszę księdza? Ja mówię, no tak. I najlepiej, bo te smsy przychodzą z jej komórki, a ona nie ma ich w wysłanych. Takie rzeczy, majstersztyk, robi szatan. Ale teraz ładuje mnie po plecach, nie macie pojęcia. Ból mam taki sam, jak w momencie kiedy odmawiałem nas nią egzorcyzm taki zwykły, co każdy kapłan może odmówić. Jak odmawiam nad nią ten egzorcyzm, to w tym momencie szatan się tak wścieka, że to nie porozumienie. A ona, ją jak uderza i ona za chwilę, ‘matko, proszę księdza jak mi dobrze’. Ja mówię, ale to jest tylko chwilowe, ale ty już masz taki problem, że ty też musisz iść do egzorcysty. To takie rzeczy się dzieją. Szatan już taki jest bezczelny, że się zaczyna manifestować. I dlatego wy jako wierzący musicie swoją wiarę ciągle umacniać, pogłębiać ją, czytać książki religijne, na strony internetowe z wiarą  związane wchodzić... czytać, umacniać swoją wiarę, barć do ręki Pismo Święte codziennie. Modlić się, modlić się i jeszcze raz, modlić się. Bo zobaczcie ci których tutaj nie ma, a mogli by być, uwierzcie mi, nie ma innego wyboru: jest tylko Jezus lub szatan. Jeżeli nie żyjesz z Jezusem, to jesteś w jego łapach. A on ma tylko jeden cel, zniszczyć twoje życie i zabrać cię do piekła. I to nie są bajki, uwierzcie mi. Jezus jest najlepszym... Jeden był sms, który dodaje mi takiej odwagi mówienia o tym, bo on mi napisał tak, ona mi napisała, ta dziewczyna, opętana: ‘twój Przywódca On i twoja Pani Ona zawsze są przy tobie, stoją obok ciebie ’. Twój Przywódca On, bo ona nie może napisać ‘Jezus’ ani ‘Maryja’. ‘Twój Przywódca On i twoja Pani Ona zawsze stoją przy tobie’. Niesamowite mocne słowa. I tylko w momencie kiedy szatan ze mną dyskutował, ja tylko od razu prosiłem, ‘Maryjo przyjdź’. A on mi pisze: twoja Pani, nie, nie, nie... i uciekł. Boi się bardzo Maryi, bo wie że Ona zdepcze mu łeb na końcu czasów. Ale zanim te czasy nadejdą, my...myślę, że się już rozpoczęły czasy ostateczne, bo atak diabelski jest niesamowity. Ale w tych czasach ostatecznych, bardzo wielka liczba ludzi znajdzie się w piekle. Bo tylko wystarczy, że żyje ktoś z jednym grzechem ciężkim, z jednym grzechem ciężkim świadomie i dobrowolnie, nie chce się z niego podnosić, to jest.. pyk, odcięty od Pana Boga i ląduje w piekle. To nie będzie tłumaczenia, że ja tylko jeden grzech miałem. Nie, jeden grzech ciężki, świadomie i dobrowolnie w nim żyjesz... do widzenia i wtedy nic nie działa w twoim życiu. Nie działa modlitwa, nie działa Msza Święta, nic nie działa. Bo grzechy ciężkie, skutecznie wszystkie łaski – do widzenia. Odcinamy się świadomie i dobrowolnie, żyjąc w grzechu ciężkim. Dlatego ciągle trzeba pamiętać, że Bóg na mnie czeka i nie bać się spowiedzi. Szatan tak ryje łeb ludziom, że im wmawia, bój się spowiedzi. No jakby się było czego bać. Bać to trzeba się grzeszyć, a nie spowiedzi. Do spowiedzi to jak najszybciej i jak najchętniej. Bo tam jest tylko ratunek. A nie spowiedzi się bać. A ludzie się grzeszyć nie boją, Boga się nie boja w ogóle. Grzeszą sobie, co tam, był u spowiedzi, zaraz filmy pornograficzne jedzie, zaraz masturbacja, zaraz do łóżka z dziewczyna idzie. No, ludzie. To piekło czeka naprawdę. Albo żyją sobie na kocią łapę, na kwit na węgiel. Bo ona nie może wytrzymać, bo musi mieszkać z nim, no. Będzie mieszkać, to zaraz będzie miała piekło na ziemi. Poczekaj, szatan cię doprowadzi. Ostatnio pisała do mnie dziewczyna. Bo mam ją tam krzyczy, bo ona się z niewierzącym zadaje. Taki mądry, taki inteligentny. No to ja mówię, jak szatan, ten też taki mądry, taki inteligentny, wszystko wie, a głupi jak but. Ja mówię, a ty się z takim zadajesz teraz i tak samo wylądujesz. Bo ona mówi tak, kiedyś się z księdzem jeszcze zgadzałam, a teraz już się nie ze wszystkim zgadzam. Ja mówię, to jeszcze trochę pochodzisz i w ogóle do mnie nie napiszesz. Bo on ci już tak we łbie zrobi, że nie napiszesz do mnie, bo diabeł ci tak namiesza. Ja mówię, ty posłuchaj, czy twoja matka może chcieć dla ciebie źle? Jak ona ci mówi, że on dobry dla ciebie nie jest, to ty otwórz oczy i zdejmij te różowe okulary i zacznij patrzeć na niego normalnie. Bo nikt lepiej nie widzi, jak matka, która chce twojego szczęścia. No, ale czasami, to nie przetłumaczysz. Zakochanie to jest jakiś makabryczny stan, jakiś jest stan nieważkości, zero używania rozumu, nic nie działa. Już mówiłem, że zakochanie, to rozumek nie działa i to bez względu na wiek. Jeszcze małolatom bym się nie zdziwił, ale to starym wali się na łeb. Mając 20 lat małżeństwa się rozchodzą, bo ten zakochał się w nastolatce. No porąbane to wszystko. Gdzie to wszystko zmierza, to nie wiem. Bo też piosenki wymyślili debilowate, ‘zamienisz se na lepszy model, albo nowszy model’ i se zamienia, no. Tylko nie wie, że idzie autostradą do piekła. Obyśmy się nie dali zwieść, ale zawsze, zawsze trwali przy Jezusie. I dzisiaj mamy tyle słów o Duchu Świętym, że tak naprawdę Duch Święty jest, działa, i to za pomocą Ducha Świętego. Duch Święty spoczywał na Nim, Duch Święty się Jemu objawił i za natchnieniem Ducha przyszedł do świątyni. Wy też, za natchnieniem Ducha Świętego przyszliście do świątyni. Wierzcie w to, bo to nie ja was tutaj przyprowadziłem, dzisiaj miał mówić ksiądz Krzysztof, ale jest chory, nawet nie wiedzieliście, że ja będę ;) Ale widzicie, to natchnienie Ducha Świętego was tutaj przyprowadziło i weźcie sobie te słowa do serca i zacznijcie żyć w bliskości z Jezusem na wspólnej, rodzinnej modlitwie małżeńskiej. Amen.

Kazanie wygłoszone przez ks. Krzysztofa w trakcie mszy św. z modlitwą o uzdrowienie 25.11.2011r.

I czytanie: Dn 7, 2-14, Ewangelia: Łk 21, 29-33

Chciałem was zapytać, kto z was, dzisiaj tutaj przyszedł do kościoła z kimś, nie sam,  nie pojedynczo, o tak? Kto przyszedł z kimś? Parę osób przyszło z kimś. A kto przyszedł sam po prostu?  Dobrze. A teraz możecie się tak obejrzeć i uśmiechnąć do osoby, z którą przyszliście, najpierw. Popatrzcie sobie, na siebie. A teraz możecie popatrzeć na tych którzy są sami, żeby nie czuli się sami. Uśmiechnijcie się do nich. Dobrze. A teraz uwaga. Mam takie pytanie. Czy, rozejrzyjcie się dobrze, czy nie zauważacie tu jakiejś bestii? Siedzi jakaś bestia? Mam nadzieję, że nikt nikogo nie nazywa bestią? Dzisiaj, dlaczego o tych bestiach, to czytanie pierwsze z księgi Daniela, kto słuchał tego czytania uważnie, to na pewno już wie. Prorok Daniel ma wizje, gdy przebywa w niewoli razem ze swoim narodem i ma wizje, w której widzi cztery bestie. W tamtych czasach, w tamtych realiach, te cztery bestie, to były cztery królestwa, czy cztery państwa, cztery mocarstwa, cztery potęgi ówczesne, liczące się w świecie, które nie liczyły się z Bogiem, które były państwami pogańskimi, które bezcześciły Boga, bezcześciły naród izraelski. Były to mocarstwa wrogie temu wszystkiemu co Boże. I w pewnej tej wizji Daniel widzi, że wszystkie te bestie, te mocarstwa upadają. Bo przychodzi ktoś, kto je zwycięża, przybywa na obłokach, jakby Syn Człowieczy. Z jednej strony jest to wizja, którą można odnosić do tamtych realiów, z drugiej strony jest to wizja apokaliptyczna mówiąca o przyszłości, o tym co się będzie działo. Ale my możemy sobie spróbować jeszcze właśnie w ten sposób odnieść to do swojego życia. Dlatego zapytałem o to, czy nie ma tu czasami jakiejś bestii. Otóż, każdy z nas, może mieć i pewno ma taką bestię w swoim życiu. Czyli coś co sprawia, że mogę powiedzieć tak jak św. Paweł mówił o sobie, „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę.... nieszczęśliwy ze mnie człowiek”. Każdy z nas może mieć taką bestię, którą jest nasz nałóg, albo nasz grzech, jakiś konkretny z którym trwamy w życiu, nie możemy sobie z nim poradzić. To może być jakaś sytuacja, w której żyjemy, która nas dręczy, która odbiera nam radość życia i która sprawia, że oddalam się coraz bardziej od Boga. To mogą być jacyś ludzie, jakieś towarzystwo, jakieś miejsca. Chodzi o taką rzecz, rzeczywistość, problem, osobę, która sprawia we mnie, że ja oddalam się od Boga... że upada moja wiara, że upada moja modlitwa, że tracę nadzieję, że jest mi trudno, jest mi ciężko. Coś co niszczy we mnie Boże życie. I dlatego, kiedy tu przychodzimy się modlić, to przede wszystkim przychodzimy się modlić, żeby Pan Bóg uzdrawiał nasze dusze, czyli, żeby Bóg posyłając Swego Ducha odnawiał w naszej duszy, w naszej wierze, w naszej relacji z Bogiem i z ludźmi, wszystko to co ta symboliczna bestia zniszczyła i niszczy w naszym życiu. A czego my tak na prawdę nie chcemy i z czym tak na prawdę jest nam źle w życiu, a  nie możemy sobie poradzić. Też może być, oczywiście, taką bestią, choroba naszego ciała, jakaś bardzo konkretna też choroba fizyczna, która nas niszczy. I ważne jest to, żeby każdy z nas dzisiaj spróbował sobie to uświadomić. Kto, co jest taką właśnie bestią, żeby się przyjrzeć sobie, swojemu życiu, swojemu sercu. A jeśli nam jest trudno, to poprosić Ducha Świętego, żeby nam pokazał. Bo czasami jest tak, że możemy też nie widzieć, nie być świadomymi lub nie dopuszczać do swojej świadomości tego, że coś np. może nas niszczyć. Nie chcemy się przyznać. Ale w tym wszystkim nie chodzi o to, żebyśmy sobie teraz to pouświadamiali i żebyśmy się dołowali, żebyśmy stracili nadzieję... Ale zupełnie odwrotnie. Żebyśmy usłyszeli jeszcze z większą mocą, siłą, odwagą i nadzieją, to co mówi do nas prorok Daniel. Bo prorok Daniel mówi, że przybywa na obłokach Syn Człowieczy, który panuje, którego panowanie jest wieczne, który ma chwałę, który ma władzę królewską i który ma moc pokonać te bestie i je uśmiercić w naszym życiu. To dzieje się tu i teraz. Syn Człowieczy to Mesjasz, to Jezus, to nasz Pan, to nasz Zbawiciel. On przychodzi do nas w tym momencie, w swoim Słowie. To Słowo jeśli przyjmujemy z wiarą, ono ma moc nas uzdrawiać i przemieniać. Ale jednocześnie z wielką mocą za chwile przybędzie tutaj na ołtarzu, kiedy cudownie przemieni chleb w swoje Ciało i wino w swoją Krew. Przybędzie z całą swoją mocą, całą swoją chwałą, z całą władzą królewską, ze swoją uzdrawiającą mocą. Przybędzie, ażeby dotykać naszych serc, ażeby dotykać naszych dusz i żeby zadać w naszym życiu śmierć temu wszystkiemu, co nas od Niego oddala, czy oddaliło, z czym nie możemy sobie poradzić. Ale jednocześnie Jezus w swojej ewangelii mówi o tym, że może to nie być dla wielu z nas wcale takie oczywiste, że może tak być, iż ktoś z nas, może nie dowierzać, że Bóg może cudownie dotknąć mojego życia. I mówiąc do ludzi, którzy Go słuchali, którzy widzieli Jego znaki, cuda, można powiedzieć takim prostym językiem, robi taki przytyk swoim słuchaczom i mówi do nich tak: Popatrzcie na drzewo figowe i na inne drzewa jak na nie patrzycie i widzicie, że wypuszczają pączki, rozpoznajecie ten znak i mówicie, blisko jest lato, bo są pączki na figach czy na drzewach. Potem Jezus mówi do nich: gdy ujrzycie, że dzieją się znaki, które Ja zapowiadam, to oznacza, że blisko jest Królestwo Boże. I to wszystko się wypełni. Czasami umiemy rozpoznawać w swoim życiu wiele rzeczy, przewidywać, spodziewać się po jakiś objawach, znakach, sytuacjach zewnętrznych. Ale nieraz jest tak, że nie potrafimy rozpoznawać momentu, w którym przychodzi do nas Bóg. Wielu ludzi na przykład, przychodzi do kościoła na mszę i nie potrafią rozpoznać, że tu był Jezus na ołtarzu, że tu było Jego Słowo. Nie potrafią rozpoznać tego, że to Bóg przyszedł do nich ze swą miłością. I to się wyraża nieraz w naszym braku nadziei, w naszym niedowiarstwie, w naszej nieufności, czy takim poczuciu, że może jestem takim grzesznikiem, że to nie dla mnie, Bóg pewno dla mnie tego nie uczyni, bo jestem za grzeszny. A myślę, że Jezus dzisiaj każdemu z nas, kto tutaj przyszedł, a nikt z nas nie znalazł się tu przypadkowo. Jeśli tu przyszliśmy, to dlatego, że Bóg tego chciał. Chciał, żeby były tutaj te a nie inne osoby. I dla każdego przygotował swoje łaski i dary. Myślę, że każdemu z nas dzisiaj Jezus chce powiedzieć: „Otwórz swoje oczy. Otwórz swoje uszy. Otwórz swoje serce. Miej nadzieję. ” Bo dzisiaj jest ten dzień, w którym tu i teraz przychodzi Syn Człowieczy. Jest to dzień, w którym Bóg ciebie nawiedza. Jest to dzień, wieczór, w którym przychodzi do ciebie Królestwo Boże, bo Bóg przychodzi cię uzdrawiać i uwalniać. Amen.

Kazanie wygłoszone przez ks. Marka  w trakcie mszy św. z modlitwą o uzdrownienie 21.10.2011r.

I czytanie: Rz 7,18-24, Ewangelia: Łk 12,54-59

Moi drodzy, dobrze, że jesteście. Czcigodny ks. Krzysztofie, czcigodne siostry, drodzy bracia i siostry. Dobrze, że jesteście, bez względu na to ile macie lat, jakie urzędy pełnicie, co w życiu się wam udało, a co nie. Dzisiaj jest bardzo ważny dzień dla każdego z nas. Pan Jezus, który dziś mówi do nas, mówi nam wprost i nie zachowuje się jak czasem byśmy chcieli, jak „ciepłe bułeczki”, ugrzeczniony, elegancji, taktowny, prawie taki jak politycy niektórzy. A Pan Jezus dzisiaj mówi wprost, że „dostrzegacie na niebie chmury i mówicie, przyjdzie deszcz, czujecie wiatr z południa i powiadacie, będzie upał i bywa”. Moi drodzy, Pan Jezus dzisiaj podpowiada, że znamy się na różnych rzeczach, na bardzo różnych. Począwszy od pogody, poprzez najróżniejsze marki samochodów, poprzez to co kto zrobił, co kto mówił, kim kto jest. Tak jakby znał się na wszystkim. Ale nie rozpoznajemy obecnego czasu. I mówi Pan Jezus dzisiaj do nas wszystkich, że umiemy zajmować się rzeczami zewnętrznymi, a pomijamy to co wewnętrzne albo gdzieś to wewnętrzne zostaje jakby zaniedbane. Nazywa nas obłudnikami. Można zastąpić to słowo, powiedzieć głupcy. I możemy przy tej okazji się obrazić. Możemy się oburzyć. Ale czy musimy się obrażać? Czy nie warto jakby wniknąć w to, dlaczego mówi tak Pan Jezus? Nie mówi bowiem, żeby nas obrażać, ale pokazuje oburzenie podobne do matki, która pielęgnuje swoje dziecko, a ono zamiast iść tym torem troszcząc się o siebie robi coś, co nieważne czy jej odpowiada czy nie, ale czy sobie samemu krzywdę niesie. Pan Jezus jakby w oburzeniu na to co się dzieje wypowiada te słowa, żeby nas ocucić, żeby nas otrzeźwić. To znaczy, chce powiedzieć każdemu z nas, że mamy oprócz tego wszystkiego co zewnętrzne przyjrzeć się wnętrzu, każdemu poruszeniu, które jest w nas. Jak mówi dzisiejsza ewangelia, rozpoznawać to co wewnątrz, rozpoznawać całe bogactwo Ducha, które jest we mnie i które może rosnąć, może się poszerzać, może ubogacać, mnie samego i innych. Dlatego powiedziałem na początku, że „dobrze, że jesteście”, bo już będąc tutaj nie tylko mówicie Bogu, ale też i sami podejmujecie pewne działania do tego by to  wnętrze, które jest w nas miało swoje miejsce. A może kiedyś, żeby było znowu najważniejsze. Będziemy się tego uczyć będąc tutaj, czy wyjeżdżając na różnego rodzaju rekolekcje, na różnego rodzaju skupienia, jak chociażby to w Brdowie. Bo wtedy będziesz mógł nie tylko sam, ale i we wspólnocie rozpoznawać słowa, głosy, odczucia, pragnienia. Rozpoznawać czy innymi słowy interpretować. Zobaczmy, że na początku modliliśmy się, o to żeby zmienić miejsce. Jestem wam kochani bardzo wdzięczny, że żeście się zmienili, to znaczy, że Bóg tego chciał. Ale ja mając w sobie takie odczucia, czułem się zobowiązany, żeby je powiedzieć. Jeżeli bym ich nie wypowiedział, nie sprawdził bym nigdy czy one są prawdziwe czy nie, czy one powinny mieć miejsce czy nie. Narażamy się w ten sposób, chociażby na wzrok niektórych. Ale nabieramy też przy tym odwagi, że poruszenie, które było spowodowane jakimś słowem jest we mnie i chcę na nie odpowiedzieć. Moi drodzy, to jest to, co dziś jakby Pan Jezus chciał powiedzieć do nas, żebyśmy skupili się na tym co jest wewnętrzne. Bądź też co dzieje się na naszych oczach, a jakby umykało nam między palcami, jak chociażby ta Eucharystia, jak chociażby to spotkanie dzisiaj z Panem, który będzie, który jest i który przychodzi, żeby nas dotykać, żeby nas przytulać czy mówiąc mocniej, żeby nas wybawiać czy zbawiać, czy, żeby nas doskonalić. I zobaczmy, że jakby ta druga część Ewangelii sprawia wrażenie jakby nie pasowała w żaden sposób do tych wcześniejszych Słów. Bo mowa jest o rozpoznawaniu pogody, a nagle później znajdujemy się w drodze do urzędu i to ze swym przeciwnikiem. Ale bardzo ważne określenie jest tutaj użyte. Że ów człowiek podążając w kierunku urzędu, stara się by dojść z drugim do zgody. Stara się. To jest to o co chodzi w tym boju, w doskonaleniu siebie. Ty nie masz patrzeć na to czy Ci wychodzi idealnie czy nie. Czy jesteś u spowiedzi raz w roku czy jesteś co tydzień, a może byś chciał być codziennie. Czy czujesz taka potrzebę. Tylko czy ty dostrzegasz swoje staranie. Jakby nie jest ważne jeszcze to jak to ci wychodzi, tylko czy ty się starasz. Czy ty, innymi słowy, odpowiadasz na to co w tobie się budzi, rodzi, jako małemu czy dużemu charyzmatykowi. Moi drodzy, czy jesteśmy tutaj czy tam, nie jest to ważne. Ważne jest jak Bóg chce przez ciebie posługiwać. Równie dobrze w przyszłym tygodniu ty możesz być tu, a my tam, może za rok, a może za dziesięć. Ale czy ty będziesz się starał. Jakby dziś odpowiedzieć na to poruszenie, które jest w tobie nie patrząc na to, że inni to za mnie zrobią. Każdy z nas jest na wskroś charyzmatyczny. Każdy bowiem posiada Ducha Świętego. Każdy. I na miarę twojego starania, ten Duch będzie się uaktywniał. Nie ma mocnych, tak będzie. Tylko czy ty chcesz się starać? Jak mówimy podnosimy ręce czy ty je podnosisz, jak mówimy modlimy się w językach czy ty próbujesz się modlić. Już jakby kończąc... Pan Jezus opowiada tutaj na koniec o starożytnej sytuacji, kiedy człowiek zasługuje na karę ze względu na długi. I opowiada o takiej sytuacji, że człowiek w drodze może dojść do zgody. W drodze. Dana jest ci łaska, by w drodze dojść do zgody z drugim człowiekiem, z Bogiem, ale też i z samym sobą dojść do zgody. Ale czasem nie uda się. I ta starożytna opowieść ma taki sens, że człowiek może znaleźć się w więzieniu. Jakby Ewangelia nie mówi o tym. Ale znajdując się w więzieniu jest się zdanym na przyjaciół. Jest jeszcze taka szansa, że przyjaciele zbiorą się i pośpieszą na pomoc danemu człowiekowi w więzieniu. Jeżeli tego nie uczynią, nieszczęśnik nie odzyska wolności. A jeżeli to zrobią, przywrócona zostanie mu wolność. Ta pierwsza część mówi o tym, że my mamy starać się, by stawać się bardziej charyzmatyczni. Czy bardziej ludzkim językiem, bardziej sobą, bardziej Boży. Ale jest też wypływająca z konsekwencji dalsza część, że przychodzi tu, żeby zaczerpnąć, stając się kimś, żebyś mógł pomóc innym, żebyś mógł być tym przyjacielem, który widząc człowieka uwięzionego -pojmując to bardzo szeroko- umiał przyjść mu z pomocą. Jeśli nie ty sam, to wespół z innymi, we wspólnocie. Ile razy przecież dzielimy się swoimi troskami, czy w małej grupce czy w większej, prosząc o modlitwę. Zadaniem naszym nie jest tylko przychodzenie tutaj, żeby poczuć się lepiej, ale żeby stać się kimś, kto będzie miał na tyle sił, żeby umieć przyjść z pomocą inny. Niech zatem Pan, który, żebyśmy też wiedzieli, cieszy się, że umiemy czy znamy różne inne rzeczy, dopomoże nam tę siłę, ten motor, do zdobywania informacji, do umiejętności, przedłożyć na tę sferę duchową. Byśmy mogli być bardziej lotni w sensie ducha, bardziej podatni na Jego tchnienie, ożywienie. A przez to stawali się życzliwsi, czy pomocni w relacjach z tymi, których tu być może nigdy nie spotkamy. Amen.